Koledzy zarzucili mi opowiadanie bajek, więc tym razem będzie ostro, bez elfów, bez hobbitów, żadnej królewny nie wsadzę do felietonu. Będzie tu ociekające rzeczywistością samo życie. Konsultacje społeczne są jak rozmowy przedmałżeńskie… Młodzi spotykają się na kursie przedmałżeńskim i z góry określają go jako niepotrzebna formalność lub przeszkoda w szybkim skonsumowaniu związku. Przecież instruktor tak naprawdę nic nie może wiedzieć o prawdziwym życiu jeśli siedzi po drugiej stronie stołu. Podobnie wygarnął wygarnął jeden z mieszańców do urzędników, że trzeba przyjść i zobaczyć na miejscu w jaki sposób ludzie przechodzą prze tory na przystanku. W takiej sytuacji warto zaprosić urzędników, wręczyć jednemu rower, drugiemu wózek dziecięcy a trzeciemu worek ziemniaków (w zależności od stopnia sympatii, którym się ich darzy). Potem komisyjnie obserwować poczynania przedstawicieli władz, jak próbują niczym Syzyf pchać ciężary do góry po błotnistej pochylni. Bo tylko przez doświadczenie można nabyć bolesną wiedzę.