Kreowanie własnego wizerunku zaczyna się w przedszkolu. Patrzymy na zwiewną wróżkę i marzymy o skrzydełkach oraz tęczowej sukience. Chcemy, by wszyscy uważali nas za kogoś wyjątkowego. Wizerunek, cudowna nowa i modna nazwa. Wszystko możemy uformować na nowo za pomocą magicznych sztuczek, jaką oferuje nam Internet. Na portalach dodajemy sobie powagi, ujmujemy lat i nawet zmieniamy płeć. Idą wybory. Nasi politycy również zaczynają być coraz bardziej aktywni. Czasem wyobrażam sobie, że noszą na piersi napis „lubię cię”, a na czole pulsuje włączony wyświetlacz myśli. Czasem wszelkie komentarze stają się zupełnie niepotrzebne. Tak jak na debacie o dopalaczach. Sala widowiskowa i puste fotele. Młodzież można policzyć na palcach. Najwięcej urzędników oraz radnych. Kilku z nich rzeczywiście zainteresowanych problemem, reszta wyborczym kreowaniem wizerunku, a nieliczni, bo musieli przyjść ze względu na premię. Ot, radni na dopalaczach…