Siorbię sobie kawę. Spokojnie. Póki co, słońce przedziera się przez chmury. To najbardziej oczekiwana premiera maja, właśnie pogoda. Mama dzwoni spod Krakowa, że już naszykowała 14 worków z piaskiem i też pije kawę, i czeka. Mniej spokojnie, bo na szklanym ekranie straszą kolejnymi opadami deszczu. Znów będzie spać w ubraniu. Skłóceni sąsiedzi patrolują zgodnie brzegi rzeki i pracują przy napełnianiu worków. Piasek przyjeżdża bez faktury, ktoś po prostu go wysypuje tam, gdzie jest najbardziej potrzebny. Wszyscy patrzą z niepokojem w niebo.
Kiedy obserwuję, jak naród zrywa się do walki z żywiołem to zdaję sobie sprawę, że jesteśmy stworzeni do rzeczy wielkich i dramatycznych, romantycznych, i bohaterskich… Ale kiedy codzienność nas dopada, nie potrafimy poradzić sobie w najprostszych sprawach, honor chowamy głęboko do kieszeni, a wychodzą z nas cechy, którymi nie należałoby się chwalić.