Przeżyłam wakacyjny napad rodzinny, czyli najazd nastolatek. Spędziły u mnie dwa tygodnie spragnione wrażeń miejskich z wyraźnym bólem fantomowym za cywilizacją. Wdychały legionowskie powietrze i wzdychały za włóczeniem się po sklepach, tęskniły za walkami w czasach rabatów i wyprzedaży. Legionowo póki, co rozczarowuje. Ceny są wysokie, a promocji jak na lekarstwo. Większość właścicieli sklepów traktuje nas po macoszemu. Lokale są zamykane zanim legionowianie zdążą wrócić z pracy ze stolicy. Rozgoryczeni przyzwyczajamy się do tej sytuacji i na zakupy wybieramy się do Warszawy, gdzie jesteśmy chętnie widziani. Klient z portfelem otwierającym drzwi jest jak balsam na duszę sprzedawcy. Nastała era supermarketów. To kolejny etap dojrzewania ludzkości - zaraz po erze kamienia łupanego, żelaza, wynalezienia koła, szafotu, bielizny i podpasek ze skrzydełkami.