Donosiciel – zawód równie starożytny jak prostytucja i podobnie traktowany: wszyscy go znają, ale przyznawać się do niego wstyd… W Polsce jest to zajęcie w dalszym ciągu niedoceniane, chociaż wciąż intensywnie uprawiane. I chociaż ludzie już rzadko piszą listy, to formuła „uprzemnie donoszę, że …” jest wciąż aktualna. Ten rodzaj literatury stosowanej nigdy nie umiera. Ludzie piszą skargi jako dzieła nieznanego autora, zwanego potocznie anonimem. Niektórzy z nich, to kronikarze poczynań swoich sąsiadów, współpracowników lub nielubianych członków rodziny. Tworzą najczęściej w złych intencjach lub pod wpływem muzy zwanej zazdrością. Płyną listy do Sanepidu, Urzędu Skarbowego oraz Policji. Piszą ludzie o brudnych sklepach, o pracy „na czarno”, o zdradach i grzechach bliźnich. Rozbawiła mnie kiedyś opowieść o jednym z mieszkańców, który potajemnie wyciął kilka drzew na posesji. Drewnem obdarował sąsiadkę, która się niezmiernie ucieszyła, zabrała spory zapas opału do siebie, po czym zadzwoniła z donosem o nielegalnej wycince…